czwartek, 4 sierpnia 2016

"Dziewczyna o kruchym sercu" - Elżbieta Rodzeń

Miłość i choroba - czy brzmi jak przepis na udaną książkę? Po sukcesie Johna Greena wielu autorów najwyraźniej uwierzyło, że tak, ponieważ ilość powieści poruszających ten temat wzrosła prawie tak, jak ilość erotyków po ukazaniu się trylogii E.L. James. Jestem jednak przekonana, że znacznie trudniej jest napisać głęboką, mądrą i wzruszającą historię.
Czy autorka Dziewczyny o kruchym sercu poradziła sobie z tym zadaniem?

Janek i Ula to nastolatkowie, którzy różnią się od siebie jak ogień i woda. Chłopak jest popularnym, pełnym wigoru, radosnym młodzieńcem, dziewczyna natomiast swoim nastawieniem do ludzi i świata tylko ich od siebie odstrasza. Ulka jednak nie wybrała dla siebie takiego życia, nie prosiła o lata indywidualnego nauczania, ani o chorobę, z którą przyszła na świat. Z Jankiem coś ją jednak łączy. Oboje skrywają tajemnice i oboje boją się swojej przyszłości. Choć z różnych powodów.


Zacznę może od tego, iż jestem zdumiona faktem, że nigdy wcześniej nie zwróciłam uwagi na tę książkę. Nigdy nie wzbudziła mojego zainteresowania i mimo pięknej okładki nie przyciągnęła mojego wzroku. Może to wina opisu, który już na wstępie wskazuje na to, że będziemy mieli do czynienia z kolejnym odgrzewanym kotletem? Pomyśleliście tak samo? Więc pora wyprowadzić Was z błędu.

Elżbieta Rodzeń stworzyła historię, która jest niczym warkocz emocjonalny - naprzemiennie przeplata ze sobą czarny, dość specyficzny humor, bezbrzeżny smutek oraz ogrom radości i pozytywnego myślenia. Nie potrafię nawet stwierdzić, która z odczuwanych przeze mnie emocji była tą dominującą. Dziewczyna o kruchym sercu to bowiem powieść tak samo gorzka jak i słodka. Ukazująca ludzkie życie z różnych perspektyw, poruszająca prawdziwe, a co więcej poważne problemy, z którymi bohaterowie radzą sobie raz lepiej, raz gorzej. 

Nie znalazłam w tej książce niczego, co można by nazwać banalnym czy przegadanym. Najbardziej jednak doceniam kreację bohaterów i ich twarde, realistyczne podejście do życia i problemów. Janek i Ula to nie kolejna para, która użala się nad sobą i na siłę wyszukuje sobie powodów do kłótni. Oboje wiedzą z czym muszą się zmierzyć, akceptują karty, jakie dostali od losu i doceniają każdą chwilę, którą mogą ze sobą spędzać. Czasami podświadomie chcieliby więcej, marzą o tym, żeby coś zmienić, ostatecznie jednak godzą się z tym, co niesie dla nich przyszłość.
Bardzo polubiłam ich oboje i w wielu sytuacjach przypominali mi mnie samą. Myślę, że nie ma osoby, która mogłaby nie darzyć ich sympatią, ponieważ według mnie są tym najbardziej lubianym i pożądanym typem postaci literackich. Nie żadne ciepłe kluchy tudzież bożyszcze kobiet. Byli normalni, pełnowymiarowi, a ich dialogi tak realne, momentami wręcz niedorzeczne, że potrafiłam wyobrazić sobie, że wypowiadają je do mnie lub tuż obok mnie.

Nie mogę jednak powiedzieć, że od pierwszej strony powieść mnie zachwyciła. Do połowy miałam wrażenie, że to wszystko już było, po prostu wcześniej w trochę gorszym wykonaniu. Nie zniechęciło mnie to jednak, a wręcz przeciwnie. Chciałam czytać dalej, ponieważ czułam, że autorka ma do zaoferowanie o wiele więcej, że jeszcze roztrzaska mnie na kawałki, zmiażdży mnie i sprawi, że i moje serce będzie kruche.
No cóż... Bardzo się cieszę, że się nie myliłam.


Jest mi ogromnie przykro, że Dziewczyna o kruchym sercu nie zyskała popularności tak wielkiej, jak na to zasługuje. Pękam z żalu, kiedy widzę, że ludzie wolą czytać durne, płytkie i niczego nie wnoszące do życia książki, zamiast sięgnąć po coś wartościowego, z czego garściami można wyciągać lekcje i mądrości. Najbardziej bolesne jest chyba to, że często decyduje o tym wyłącznie kraj pochodzenia autora, bo przecież to, co polskie nie równa się temu, co napisane w Ameryce.
Bardzo bym jednak chciała, abyście na chwilę zapomnieli o tym zwyczaju nieczytania polskiej literatury i dali szansę tej książce oraz jej autorce, bo jestem przekonana, że nie pożałujecie i koniec końców ze wzruszeniem sięgającym duszy przyznacie mi rację i powiecie: "tak, było warto!".


Wydawnictwo: Zysk i S-ka
Data premiery: marzec 2016
Ocena: 5-/6

13 komentarzy:

  1. Ja nienawidzę książek z tematyką miłość i choroba. Może z e względu głównie na to, że choroba kończy się śmiercią, albo w ogóle sama taka tematyka do mnie nie przemawia. I żeby nie wiem jak książka była dobra mówię jej stanowcze nie.

    OdpowiedzUsuń
  2. Też ubolewam nad tym, że polska literatura nie jest doceniana, a przecież są takie perełki, nie jeden raz lepsze od tego co przychodzi do nas z zagranicy. Szkoda.

    Dziewczynę... uwielbiam całym sercem właśnie za to co sobą niesie.

    OdpowiedzUsuń
  3. Uwielbiam tego typu książki! Z przyjemnością przeczytałabym ;)

    OdpowiedzUsuń
  4. Po pierwsze to... Pięknie tu u Ciebie się zrobiło! Zmiana na wielki plus. A co do książki, to mam zamiar ją przeczytać, fabuła jak najbardziej pasuje do mojego gustu czytelniczego, więc muszę przekonać się na własnej skórze czy warto! :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Bardzo się cieszę, że Ci się podoba, bo ja sama nie mogę się przestawić jeszcze i byłam pełna niepewności, czy nie będzie zbyt... Miętowo :D
      Widzę, że u Ciebie też jakaś zmiana, bo po miniaturce nie skojarzyłam, że to stare dobre "Książko..." ;)
      Co do samej książki to czytaj i się nie zastanawiaj, bo jak znam Twój czytelniczy gust, to myślę, że Ci się spodoba :)

      Usuń
  5. Nie lubię jak książki powstają pod wpływem jakieś mody, od razu mnie to do do nich zraża ;)
    Bardzo fajny blog, na pewno będę tutaj zaglądać ;) Pozdrawiam i zapraszam do mnie ;) http://literacki-wszechswiat.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nie wiem, czy książka powstała pod wpływem mody. Możliwe, że pomysł na nią powstał w głowie Pani Elżbiety już dużo wcześniej, może nawet była już napisana przed sukcesem Greena. Wstęp do recenzji jest zwykłym uogólnieniem ;)

      Usuń
  6. Oh... Piękna recenzja, tak poza tym, co napiszę. Już intrygowała mnie gdy po raz pierwszy ujrzałam ją w sieci. Dzięki Twojej recenzji wiem, że jest pozycją obowiązkową. :]

    OdpowiedzUsuń
  7. Ale się tu u Ciebie pozmieniało! :D
    A tak już bardziej na temat, to nie słyszałam jeszcze nic o tej książce, ale mimo to przekonałaś mnie. Tak naprawdę nie czytałam wiele książek z motywem choroby i jestem otwarta na takie pozycje. Mam nadzieję, że jak najszybciej uda mi się dorwać tę książkę :)
    Pozdrawiam
    secretsofbooks.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
  8. No nie! Widziałam tę książkę w bibliotece i jej nie wypożyczyłam!
    Głupia ja :/
    Przy następnych odwiedzinach, na pewno wezmę ją ze sobą :))

    OdpowiedzUsuń
  9. Mnie książka od razu wpadła w oko :) To mój "typ" książek :) Mojej siostrze rzadko zamykają się usta, a po przeczytaniu tej powieści powiedziała tylko: "To było takie...piękne!". Zero krytyki, jakichś "ale", długiego monologu o walorach i wadach...dla mnie to był znak, że muszę ją przeczytać. Już czeka w kolejne i dołączę do grona zadowolonych/zachwyconych/oczarowanych najnowszą powieścią Elżbiety Rodzeń :)

    OdpowiedzUsuń
  10. Ta książka kusi mnie już od dawna, jednak nigdy nie mogę po nią sięgnąć - sama nie wiem dlaczego. Twoja recenzja jeszcze bardziej utwierdza mnie w przekonaniu, że warto tę książkę przeczytać. Lubię opowieści, które w swojej prostocie nie są banalne a piątka z minusem to wysoka ocena. Na pewno sięgnę po tę książkę jak tylko mój portfel przestanie płakać ! :)

    OdpowiedzUsuń
  11. Mnie także zaczarowała ta książka :) To wielka szkoda, że jest tak mało znana, bo pobija ''Promyczka'' o głowę :)

    OdpowiedzUsuń

Drogi Czytelniku!
Będzie mi miło, jeśli zostawisz komentarz. Dzięki temu łatwiej będzie mi znaleźć Twój blog, poprawić ewentualne błędy lub zwyczajnie z Tobą podyskutować :)

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...