Powieści młodzieżowe to już nie do końca moja bajka. Fantastyka i paranormal tym bardziej. Powoli zaczynam odchodzi od tych drugich, jednak raz na jakiś czas w zapowiedziach pojawia się tytuł, który ciekawi mnie na tyle, że po prostu się z nim mierzę. Nie po to rzecz jasna, by zjechać go z góry na dół. Bardziej po to, by na nowo poczuć fascynację tym gatunkiem i zwyczajnie do niego wrócić.
Właśnie z tego powodu w moje ręce trafiła "Mercy. Miłosierna".
Mercy jest wygnanym z raju aniołem, jednak nie ma o tym pojęcia. Nie wie ile ma lat, skąd pochodzi, ani dlaczego co jakiś czas budzi się w ciele innej osoby. Tym razem trafiła do ciała nastoletniej Carmen, która jest solistką w chórze i właśnie zmierza do Paradise - miasta, w którym ma odbyć się bardzo ważny koncert. Tam właśnie poznaje Ryana - chłopaka, który przed laty stracił siostrę w niewyjaśnionych okolicznościach. Wraz z nim Mercy postanawia rozwikłać zagadkę jej zaginięcia. Nie jest to jednak proste.
Właśnie z tego powodu w moje ręce trafiła "Mercy. Miłosierna".
Mercy jest wygnanym z raju aniołem, jednak nie ma o tym pojęcia. Nie wie ile ma lat, skąd pochodzi, ani dlaczego co jakiś czas budzi się w ciele innej osoby. Tym razem trafiła do ciała nastoletniej Carmen, która jest solistką w chórze i właśnie zmierza do Paradise - miasta, w którym ma odbyć się bardzo ważny koncert. Tam właśnie poznaje Ryana - chłopaka, który przed laty stracił siostrę w niewyjaśnionych okolicznościach. Wraz z nim Mercy postanawia rozwikłać zagadkę jej zaginięcia. Nie jest to jednak proste.
